A dokąd tak —
przeklęty — gnasz? Dlaczego dłoń
Gotowy miecz ukryty ma?
(Horacy Epoda
VII Quo, quo scelesti
ruitis?
[Gdzie, gdzie wy, źli ludzie, upadacie?])
Chciało by się i obecnie zadać te pytania również sobie i
moim ziomkom. Pędzimy w jednym celu: mieć więcej i więcej, pracować mniej i
jeszcze mniej, kto staje na drodze to nieprzyjaciel, to go bezlitosnym mieczem
fałszu, obłudy i Bóg jeden, a może Szatan tylko wie jakim jeszcze podstępnym
narzędziem przeciwnika, a według niektórych - wroga potraktować trzeba.
Idealiści bardzo często za przykład podają ludziom ład,
harmonię i idyllę panującą w ulu. Przyjrzyjmy się jednak bliżej życiu
biologicznemu rodziny pszczelej. W ulu nie panuje demokracja, nie ma
prezydenta, premiera, rządu, ministrów, sędziów, samorządów, episkopatów. Jest
jednak porządek rozpisany na role, jakie przypadają poszczególnym osobnikom.
Na
czele roju stoi królowa matka, której zadaniem jest powiększanie liczebności
rodziny pszczelej, ale to nie ona decyduje ile i jakie jaja na przyszłe
potomstwo ma składać – czynią to robotnice, dozując jej odpowiedni co do ilości
i jakości pokarm. Oprócz tego ona, można powiedzieć górnolotnie, zazdrośnie
strzeże, aby samice-robotnice nie składały jaj. W tym celu rozdaje im hormon
hamujący wybujałość cech żeńskich. Jest wzajemna równowaga zależności z pewną
przewagą na korzyść królowej. Taki stan rzeczy pokazany poprzednio, byłby
pożądany wśród ludzi. Zapytajmy jednak, co się stać może jeżeli przypadkiem, a
w przyrodzie takowe się zdarzają, królowa posiada poważną wadę genetyczną,
spowodowaną przykładowo kojarzeniem bliźniaczym? Nie wchodząc w zawiłości
genetyczne, odpowiedź brzmi: ze składanych jaj płowych nie wylęga się w
znacznej większości nic, żaden osobnik. W takiej sytuacji taka matka z wadą,
składa jaja do mateczników, z których mogą wylęgnąć się nowe matki, aby po
walce o dominację została jedna, unasieniła się i zastąpiła wadliwą
poprzedniczkę – swoją matkę, która zostanie definitywnie unicestwiona.
Młoda królowa matka kopuluje w powietrzu z ośmioma
trutniami lub niekiedy ilość ta może być większa. Gromadzi w swych narządach
rodnych olbrzymią ilość plemników, które mogą pochodzić od samców rożnych linii
biologicznych, a niekiedy nawet ras. Plemniki te mieszają się wzajemnie i
nadmiar wydalany jest na zewnątrz ciała matki, a pozostała ilość mieszaniny,
sięgająca nawet pięciu milionów, gromadzona jest w zbiorniczku nasiennym matki,
zużywając się do końca jej płodnych dni życiowych.
Zrodzone z zaplemnionych różnymi plemnikami jaj, pszczoły
robotnice mają różnych ojców, mają różne cechy genetyczne, różne ubarwienie,
niekiedy i wielkość, a jednak tworząc rodzinę pszczelą, żyją w symbiozie:
wykonują w ulu prace przypisane odpowiedniej grupie wiekowej, przynoszą do ula
nektar, czy spadź, pyłek i propolis, przerabiają je wspólnie. Bez względu na
pochodzenie biologiczne strzegą i bronią rodziny przed rabusiami. Błądzące
pszczoły, nie będące rabusiami mogą liczyć na łaskawe przyjęcie do rodziny, a
jeżeli niosą ze sobą ładunek nektaru lub pyłku – przyjęcie do nowej
społeczności jest pewne.
I pomyśleć, że to tylko instynkt sprawia, że nierozumne
pszczoły tak się zachowują. Zastanawia mnie zwłaszcza jak zachowywali by się
obdarzeni przez Stwórcę rozumem i wolną wolą ludzie, będąc w skupisku
zdecydowanie różniących się cechami od siebie.
Trudno to sobie wyobrazić,
skoro ludzie inteligentni, jednej kultury, sposobu bycia, języka i innych
jednakowych przymiotów, stają naprzeciw siebie, skacząc sobie do oczu. Może
trzeba by wadliwych przywódców, wzorem rodziny pszczelej, znosić z urzędów? A
może tych osobników przekonanych do własnej nieomylności, niezdolnych do
żadnych kompromisów, bo tylko ich „najmojsze” postrzeganie świata jest właściwe,
zaprząc do pracy według ich przydatności?
Życie każdego z nas, żyjących jest pisane w niedokończonych
jeszcze księgach. Są tam zapisane strony, czasem całe rozdziały chwalebne, ale
są tam też miejsca opisujące nietrafione wybory i zachowania, a niekiedy i stronice
wstydu. Nie trzeba czytać cudzych książek życia i po ich treści oceniać
występujących w nich bohaterów. Ważne jest kim są tu i teraz, czego dobrego
możemy spodziewać się po nich w przyszłości. A czytając tylko w sposób
krytykancki cudze książki życia, można wpaść w paranoję i…… (nie dokończyłem, bo pomyślałem, czy aby nie
bluźnię) ….żądać nawet usunięcia listów św. Pawła z Nowego Testamentu.
Stanisław Żyła
18 grudnia 2025 r.